[ Pobierz całość w formacie PDF ]

burdeli. A tych, co zostały, nikt nie chciał. Nikt oprócz moich kumpli i innych obwiesi.
Teraz tylko na okrągło piorą, gotują, wychowują dzieci i dostają od facetów w mordę, jak
tylko wyściubią nos z kuchni. Normalna taktyka. A rozwody i alimenty przeważnie nie
wchodzą w grę. Ani środki antykoncepcyjne. I to nie za sprawą Kościoła. Nie znam na tej
ulicy nikogo, kto by zbytnio przejmował się głoszonym w nim gównem.
Wypijam z bratem parę piw, potem idę po następne do pobliskiego sklepu. No i
wpadam jak śliwka w kompot. Na własnej ulicy! Nowa ekspedientka robi wrażenie. I to
jakie!!! PANIE, NIE WÓDy MNIE NA POKUSZENIE. KupujÄ™ piwo i wychodzÄ™.
***
Wracam do domu. Bawię się trochę z dziećmi, potem uruchamiam komputer i
odpalam net. Odbieram pocztę. List od jakiejś Julii. Julia pisze do Romea. Może być.
Otwieram go. Czytam.
Drogi Panie Pisarzu!
Właśnie przeczytałam Pańskie opowieści więzienne. Są super.
Mam 27 lat, jestem ładna, a mój mąż siedzi w pudle. I jeszcze w nim sobie
posiedzi. Jeśli chodzi o mnie, w ogóle nie musi z niego wychodzić. To zwyczajny kutas.
Jestem taka samotna.
Co Pan na to?
Dołączam adres i zdjęcie&
O KURWA! Prysznic. Muszę wziąć zimny prysznic.
***
W końcu dobijam jakoś do wieczora. Nareszcie. Dzionek minął, a ja spędziłem go
uczciwie. Jestem z siebie dumny. Bardzo dumny.
Jestem taki dobry. Kochany. Inteligentny. No dobrze, nie jestem inteligentny, ale
nikomu o tym nie mówcie.
%7łona i dzieciaki już śpią. Noc otwiera swoje ramiona. Otwieram piwko, puszczam
film.
Gdzieś o północy ładuję się do łóżka. %7łona się przebudza i przytula. Pachnie
ładnie, a ostatnio mało było czasu na TE SPRAWY  rozumiecie, absorbujące całe dni
dzieci, wyścig za szmalem, który, niestety, jej wychodzi lepiej niż mnie; jakoś nie mogę
nadążyć w całym tym pierdolonym wyścigu szczurów  a kanisterki pełne po brzegi. A
co tam, że pózno, trzeba spróbować, może coś z tego wyjdzie. A więc trochę pieszczot,
tych spraw, a potem trach, trach. Puk, puk. BUM.
Oo?
 Ej, a co to WAAZCIWIE było?
 Przelot amerykańskiego odrzutowca.
 Tak właśnie sobie pomyślałam. I do tego niewidocznego dla radarów.
Wymagająca kobieta. Ja to się zawsze muszę w coś wpierdolić.
Potencjalne epitafium na moim grobie: %7Å‚AAOSNY DUPEK.
Krótko i na temat.
Prosto między oczy.
Każdy przechodzień z żalu położy kwiatki.
Coś o męskiej naturze
 Nie próbuj ze mną tych sztuczek.
 SÅ‚ucham?
 Powiedziałam, żebyś nie próbował ze mną tych sztuczek. Za stara na nie jestem.
 Jakich sztuczek?
Przybliżyła do mnie twarz i odparła:  Tych wszystkich waszych samczych
zagrywek, które czynicie, aby zaciągnąć kobietę do łóżka.
Uśmiechnąłem się. Nie robiłem żadnych zagrywek. Prawie w ogóle na nią nie
patrzyłem.
Nie podobała mi się. Faktycznie była niemłoda i wolałem patrzeć w okno. Pociąg
przejeżdżał przez lasy i łąki, krajobraz co rusz się zmieniał i było to znacznie
przyjemniejsze zajęcie niż przyglądanie się jej zmarszczkom.
Oprócz nas w przedziale drugiej klasy siedziała jeszcze jakaś stara kobiecinka i
facet wyglÄ…dajÄ…cy na rolnika.
 Dalej to robisz  rzekła kobieta.
 Nieprawda  odparłem.  Chyba pani widzi, że gapię się w okno.
 Kłamiesz. Widziałam, jak zerkasz na mnie kątem oka.
 Oczy nie mają kątów.
 Nie bądz taki mądry. Twoje mają. Gapisz się na mnie przez całyczas.
 Tylko siÄ™ pani wydaje.
Spojrzałem na rolnika i staruszkę. Słyszeli to, ale na ich twarzach nie dostrzegłem
żadnej reakcji.
 Wiem, że jestem atrakcyjna, ale nie musisz się od razu tak na mnie gapić. 
Kobieta nie dawała za wygraną.  Nie lubię być pod ciągłym ostrzałem męskich oczu.
 Już pani powiedziałem, gdzie patrzę. Na pewno nie na panią.
Mój głos nie był już miły. Ale kobieta i tak się uśmiechnęła.
Miała ładne zęby. Pewnie nosiła protezę.
 A co, nie podobam ci się?  zapytała zalotnie.
 Nie.
 Niemożliwe. Podobam się wszystkim mężczyznom.
 Ale nie mnie. Proszę dać mi spokój.
 Ale dlaczego? Dlaczego mam dać ci spokój? W końcu to nie ja zaczęłam.
 I na pewno nie ja. Kto się do mnie przyczepił?
 Gdybyś nie zaczął się na mnie gapić, siedziałabym cicho.
 Wcale na panią nie patrzyłem  powiedziałem z naciskiem, poszukując poparcia
na twarzach pozostałych pasażerów. Ale te ich twarze nie wyrażały niczego. Mówiąc
szczerze, wyglądały jak pośmiertne maski, a nie jak żywe facjaty.
 Gapiłeś się  nie ustępowała.
 Dobra. Niech pani będzie, że się gapiłem, ale od teraz już nie będę. Da mi pani
tylko święty spokój.
Odwróciłem gębę całkowicie do okna, żeby nie dać jej żadnego pretekstu. Do
Wrocławia, celu mojej podróży, została jeszcze jakaś godzina jazdy i pomyślałem, że
dam radę. Na kilka minut zapadła błoga cisza. Wypełniał ją jedynie odgłos sunącego po
torach pociÄ…gu.
Ale piękne chwile nigdy nie trwają długo.
 Widzę, widzę, znowu to robisz!  ponownie zaczęła jazgotać kobieta.
 Co, kurwa, robiÄ™?!  krzyknÄ…Å‚em.
 Znowu siÄ™ na mnie gapisz.
 Czym? Uchem?
 Nie udawaj. Dobrze widziałam, jak wywróciłeś lewym okiem.
 Jest pani zdrowo kopnięta.
 Nie obrażaj mnie. Ja swoje wiem. A na pewno to, kiedy jakiś facet ma wielką
ochotę mnie zerżnąć.
Popatrzyłem z niedowierzaniem na nią, a potem na tamtych dwoje. Słyszeli, ale
milczeli. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl