[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pytanie. Spytałaś, czy zachowywałaś się jak Zmietanka.
Moja odpowiedz, jako psychologa, brzmi: tak. Wszystkie
swoje uczucia poświęciłaś Patrickowi. Dla Connora nie
zostało nic. Ale, i tu znów bardzo wa\na sprawa, starałaś
siÄ™...
- Czemu mi nie powiedziałaś, co robię? - W oczach Katy
rozbłysły łzy.
- Poniewa\ jestem twoją przyjaciółką, a nie terapeutką.
Poniewa\ nie byłaś gotowa, by tego wysłuchać. Poniewa\
potrzebowałaś całego roku, by w końcu zadać to pytanie.
Katy wstała i podeszła do okna. Zwieciło słońce. Ze śniegu
nic ju\ nie pozostało, jedynie w cieniu przetrwały
niewielkie Å‚aty.
- Nie jestem pewna, czy to pytanie przyszłoby mi do głowy,
gdyby Connor mnie nie oskar\ył, \e go zaniedbywałam. śe
odwracałam się od niego, zmuszałam, by coraz więcej
czasu spędzał poza domem.
- Więc rozmawiacie o tym?
- Chyba tak mo\na by to określić. -Katy odwróciła się na
pięcie i spytała: - Wiedziałaś, \e niewiele brakowało, a
zginąłby tej nocy, gdy umarł Patrick?
- Tak - potwierdziła spokojnie Janna. Opanowanie Katy
prysnęło niczym mydlana bańka.
- Czemu mi nie powiedziałaś?
MILCZENIE ANIOAÓW 119
- Spróbuj zrozumieć. Connor tak\e jest naszym
przyjacielem. Kiedy poprosił mnie i Johna, \ebyśmy nic nie
mówili, nie mieliśmy wyboru. Gdybyś ty nas prosiła,
zrobilibyśmy to samo.
Katy przeczesała palcami włosy i usiadła przy stoliku.
-Och, Janno, jestem taka zagubiona. -Zastanawiała się, ile
powinna powiedzieć. Czy chciałaby całkiem otworzyć
serce? - Nie wiem, czy wycofać wniosek o rozwód -
oświadczyła nagle.
Janna gwizdnęła cicho.
- Rozumiem, \e ty i Connor odbyliście powa\ną rozmowę.
- Właściwie - odparła Katy - było to coś więcej ni\
rozmowa. -A widząc zaskoczony wzrok Janny, dodała: -
Spędziliśmy razem sylwestrową noc.
Twarz przyjaciółki rozjaśnił uśmiech.
- Nie wyciągaj pochopnych wniosków - ostrzegła Katy. -To
nie znaczy, \e cokolwiek się zmieniło. Jeśli to w ogóle
mo\liwe, sprawy sÄ… jeszcze bardziej skomplikowane.
Jestem bardziej zagubiona ni\ kiedykolwiek w \yciu. Oboje
jesteśmy zagubieni.
- To dobrze.
- Co to znaczy: dobrze? Janna wcią\ się uśmiechała.
- Nic, mów dalej.
- Co mam mówić? - spytała zrozpaczona Katy. - śe wcią\
pasujemy do siebie w łó\ku, \e wcią\ się kochamy, a do
rozwodu zostało parę dni?
- To, \e wcią\ się kochacie, powinno mieć jakieś znaczenie.
- Nie wystarczyłoby powstrzymać rozstanie.
- Ale z początku wystarczyłoby doprowadzić do
mał\eństwa. Wystarczyłobyście przez tyle lat \yli razem. I
wystarczyłobyście spotkali się znowu w sylwestra, po
najstraszniejszym roku w waszym \yciu.
120 MILCZENIE ANIOAÓW
- Ale to nie dość, by wyleczyć ból. A ty mi teraz mówisz,
\e jestem odpowiedzialna za to, co się stało, \e gdybym nie
poświęcała tyle energii i czasu Patrickowi...
- Wróć! - przerwała Janna. - Jesteś mo\e odpowiedzialna za
jedną czy drugą falę, ale nie za sztorm, który rozbił wasze
mał\eństwo. Do udanego mał\eństwa potrzeba dwojga i
dwoje odpowiada za jego pora\kę. Connor te\ musi uznać
swoją odpowiedzialność.
- Ale mówiłaś...
-Mówiłam, \e popełniałaś błędy. Connor równie\.
- Jakie błędy?
-Connor powinien zapytać sam siebie, dlaczego bez oporu
dał się odsunąć. Dlaczego uciekł, zamiast zostać i o ciebie
walczyć.
- Sądzisz, \e chciał, \ebym go odepchnęła, nawet jeśli
teraz. mówi, \e go zraniłam?
- Myślę, \e to bardzo prawdopodobne.
Przez resztę wieczoru Katy rozmyślała o uwagach
przyjaciółki. Miała nadzieję, \e Connor przynajmniej
zadzwoni. Nic z tego. Z samotności poczuła rosnącą
depresjÄ™.
Następny dzień, sobota, był rocznicą śmierci Patricka.
Jeden długi rok, myślała Katy, chodząc po zbyt du\ym
teraz domu. Przed południem nie było telefonu. Sama przed
sobą próbowała udawać, \e to bez znaczenia, ale nie
potrafiła. Tęskniła za nim. Strasznie.
Pózniej nie mogła sobie przypomnieć, dlaczego akurat ten
dzień wybrałaby wysprzątać pokój Patric-ka. Opró\niła
szafy i pudła z zabawkami. Parę zostawiła dla Davida,
resztę przygotowałaby zanieść do domu dziecka. Starała się
nie myśleć, co przy tym czuje. Wzięła prysznic, ubrała się i
pojechała na cmentarz.
MILCZENIE ANIOAÓW
Tam właśnie spotkała Connora. Wtedy zrozumiała, jak
bardzo nie chciała prze\yć tego dnia samotnie. Tym razem
Connor usłyszał, jak nadchodzi-
- Cześć - powiedział, gdy stanęła obok.
- Cześć - odparła.
Zauwa\yła samotną ró\ę na grobie. Uło\yła obok bukiet
kwiatów, wiedząc, \e do jutra wszystkie będą martwe.
Delikatne płatki nie przetrwają chłodu nocy. Czy ich
mał\eństwo przetrwa emocjonalny chłód minionego roku?
- Właśnie wróciłem do miasta - powiedział, trzymając
dłonie w kieszeniach lotniczej kurtki. - Dostałem zlecenie.
Próbowałem zadzwonić, ale nie było cię w domu.
Katy poczuła ulgę. Próbował się skontaktować.
- Musiałam gdzieś wyjść.
Wiatr poruszył poskręcanymi gałęziami wiązu. Czarny
zimowy ptak zakrakał \ałośnie. Anioły patrzyły, słuchały,
lecz nie odzywały się ani słowem.
- Nie mogę uwierzyć, \e to ju\ cały rok - rzekł Connor.
- Ja te\ nie. Choć z drugiej strony wydaje się, \e to całe
wieki temu. Mo\e nawet w innym \yciu.
- Tak - przyznał matowym głosem, po czym dodał z
trudem: - Czy... czy sÄ…dzisz, \e on nas widzi?
- Staram się w to wierzyć, chcę w to wierzyć, ale naprawdę
nie wiem.
Zapadła cisza.
- Dzisiaj uprzątnęłam jego pokój - oświadczyła Katy.
Spojrzał na nią z zaskoczeniem. - Oddam jego rzeczy do [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • freetocraft.keep.pl